• Pomidory zamiast kokosów

09 . 2006

Agnieszka Zakrzewicz
1. POLACY NIE SŁUCHAJĄ PRZESTRÓG
- Z Wojciechem Unoltem, rzecznikiem prasowym Ambasady RP w Rzymie

2. ILE JEST OFIAR MAFII POMIDOROWEJ?
- Z Jerzym Adamczykiem - Kierownikiem Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Rzymie

3. APULIA TO NIE TYLKO POMIDORY
- Z Domenico Centrone - Polskim Konsulem Honorowym w Barii

4. POLACY MAJĄ TAKIE SAME PRAWA JAK WŁOSI
- Z Jerzym Adamczykiem - Kierownikiem Wydziału Konsularnego Ambasady RP w Rzymie

5. CO NALEŻY SIĘ POLAKOM, KTÓRZY PRACOWALI PRZY POMIDORACH
- Z Marią Stella - włoskim adwokatem zajmującym się prawem pracy

1. POLACY NIE SŁUCHAJĄ PRZESTRÓG

Z Wojciechem Unoltem, rzecznikiem prasowym Ambasady RP w Rzymie,
rozmawia Agnieszka Zakrzewicz

- Niedawno doszło do polsko-włoskiej operacji policyjnej "Ziemia obiecana". Uwolniono 113 Polaków zmuszanych do niewolniczej pracy w obozie koło Foggi...

- Cieszy nas, że udało się zlikwidować ten obóz pracy i że została zorganizowana polsko-włoska operacja policyjna. Konsulowie i ambasada już od roku sygnalizowali ten problem władzom włoskim, które jednak nie spieszyły się z reakcją. Dopiero zeznania osób, które były w obozie w Orta Nova, zlikwidowanym latem ub. roku, złożone w ambasadzie polskiej, przekonały policję włoską do otwarcia dochodzenia, które zakończyło się właśnie operacją "Ziemia obiecana", uwolnieniem tych ludzi i rozbiciem konkretnej szajki.

- Prasa polska i włoska podają sprzeczne dane co do liczby osób wykorzystywanych w "procederze pomidorowym". W Polsce pisze się, że w takich obozach pracy, których jest jeszcze wiele koło Foggi, może pracować 20 tys. osób, w tym 7 tys. Polaków. Włosi uważają, że jest ich mniej. Jakie jest zdanie ambasady?

- Podawanie liczb jest dość ryzykowne, gdyż nie ma żadnej statystyki dotyczącej tego procederu, ponieważ chodzi o pracę na czarno. Włoska prasa pisze o 7 tys. osób wykorzystywanych do niewolniczej pracy na południu tego kraju. Wszystkie dane są bardzo hipotetyczne. Na pewno ten proceder musi mieć duże rozmiary, gdyż tamte okolice to zagłębie owocowo-warzywne i potrzeba dużo rąk do pracy w przetwórstwie. Fakt ten powoduje, że powstawanie takich obozów pracy jest nieuniknione.

- Przy okazji tego procederu mówi się o gwałtach, zmuszaniu do prostytucji, pobiciach, samobójstwach, nawet zabójstwach. Niektóre informacje są przerażające - w kwietniu ub.r. znaleziono trzech martwych Polaków, którzy buntowali się w obozie. Jedno ciało było spalone i miało odciętą głową. Czy wiadomo coś więcej na ten temat?

- Wiemy to, co wszyscy. To są wiadomości znane z prasy. To nie my prowadzimy dochodzenie, ale policja włoska. Zarzuty postawione do tej pory to przestępczość zorganizowana, handel ludźmi, przemyt żywego towaru. Wydaje się jednak, że zgony niektórych osób zakwalifikowane do tej pory jako naturalne, są bardzo podejrzane. Śledztwo trwa - poczekajmy na rezultaty.

- Co powinna robić prasa polska, aby pomóc w zlikwidowaniu tego procederu?

- Powinna robić to, co robiła do tej pory, ale jest to mało skuteczne. Pomimo że już w ub. roku ukazały się w naszych mediach dramatyczne reportaże o obozach pracy na terenie Włoch, nie stało się to dla nikogo przestrogą. Z wypowiedzi osób, które zostały uwolnione 18 lipca wynika, że czytały te artykuły, ale myślały, że jest to stary problem i że im się nic takiego nie przydarzy. Do tej pory prasa polska przedstawiała całą sprawę, jakby to był problem związany jedynie z mafią włoską. Tymczasem rzeczywistość jest inna i o tym pisze się u nas jeszcze zbyt mało. Przemyt i handel ludźmi jest organizowany już w Polsce. To na terenie naszego kraju działają szajki rekrutujące do niewolniczej pracy. Należy uświadomić Polakom, że nie powinni odpowiadać na ogłoszenia o pracy zagranicznej publikowane w gazetach, gdzie jest podawany jedynie numer telefonu komórkowego i gdzie rozmowa kwalifikacyjna odbywa się przez komórkę. Za uczciwą pracą poza granicami kraju stoi zawsze jakaś firma, która ją proponuje i która kontaktuje się z pracownikami osobiście.

- Dziękuję za rozmowę.

2. ILE JEST OFIAR MAFII POMIDOROWEJ?

Z Jerzym Adamczykiem - Kierownikiem Wydziału Konsularnego Ambasady RP
w Rzymie, rozmawiała Agnieszka Zakrzewicz


- W ubiegłym tygodniu polska policja opublikowała listę 119 Polaków zaginionych we Włoszych w latach 2002-2006, włoski dziennik La Repubblica opublikował zdjęcia 40 zaginionych z tej listy. Na szczęście część polskich "desaparecidos" znalazła się bardzo szybko. Jak to się stało?

- Korzystając z listy, którą opublikowała polska policja, my w Ambasadzie zrobiliśmy przegląd wszystkich spraw, załatwianych przez Polaków w naszym wydziela konsularnym i udało nam się ustalić, że 35 osób z 119 poszukiwanych nadal żyje, choć nie utrzymuje kontaktu z rodziną. Osoby te są nam znane. Gdyż w stosunku do nich prowadziliśmy jakieś czynności - są poszukiwane przez policję miejscową lub przez Interpol, ukrywają się gdyż nie chcą płacić alimentów. Niektórym z poszukiwanych wystawialiśmy nowe paszporty i udzielaliśmy pożyczek na powrót do Polski.

- Nadal poszukujeje się we Włoszech 84 Polaków. Ile z tych osób mogło dostać się do obozów przymusowej pracy na Południu i zginąć tam śmiercią gwałtowną? Ile z tych osób nie chce na przykład ujawnić się, bo straciło wszystko i wstydzi się wracać do Polski? We Włoszech, pod mostami i na ulicach, żyje przecież bardzo wielu Polaków kompletnie zdegenerowanych, cierpiących na alkoholizm?

- Podawanie jakichkolwiek liczb jest bardzo trudne, bo my nie jesteśmy w stanie ustalić ile osób z listy poszukiwanych nie chce mieć kontaktu z rodzinami. Nie wszystkie osoby poszukiwane wyjechały w region Apulii. Wielu Polaków wyjeżdża na Południe Włoch, a później bardzo często przenosi sie na Północ lub do innych krajów, gdzie łatwiej znaleźć pracę i nie informuje o tym bliskich.

- Ile osób zginęło śmiercią gwałtowną, z rąk polsko-włoskiej mafii pomidorowej? W żargonie było to "wywiezenie pod oliwkę". Polska prasa (Gazeta Wyborcza) pisała, że może być ich nawet 15?

- Nie, to dość senscyjne liczby. Istnieje lista 15 osób, które poniosły śmierć w Apulii, w kilku przypadkach policja jednak wykluczyła, że były one ofiarami śmierci gwałtownej. Na podstawie ustaleń polskiej i włoskiej policji, przypuszcza się, że dokonano kilku morderstw, a nie kilkunastu.

- Chodzi przede wszystkim o 4 przypadki (3 Polaków i 1 Litwin) - jedna osoba została uduszona, druga spalona, trzecia przejechana przez samochód?

- Tak, prokuratura w Barii prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

- W Polsce pojawiły się również pogłoski, że jedno z tych ciał miało odciętą głowę - charakterystyczny znak egzekucji mafijnej. Czy pan wie coś na ten temat? Taki szczegół nie może uciec polskiemu konsulatowi?

- Nie, nic mi na ten temat nie wiadomo.

- A pozostałe osoby z listy prokuratora Barii - Lorenza Lariego?

- Ja rozumiem, że trudno się pogodzić ze śmiercią młodej osoby na zapalenie płuc. Niektóre śmierci Polaków są jednak zgonami naturalnymi. ludzie umierają na zawał serca lub giną w wypadkach samochodowych. Nie można przypisywać każdego zgonu, jaki nastąpił we Włoszech, mafii pomidorowej. Niestety jest to też kwestia niedowierzania rodzin - nie wszyscy myślą, że sprawa jest prowadzona dobrze. Niektórzy są przekonani, że coś się ukrywa, że nie chce się podać do wiadomości publicznej całej prawdy. Tak nie jest - nam, jako władzom polskim i Włochom, którzy zaangażowali w to zarówno oddziały specjalne ROS, jak i departament Antymafijny DIA - zależy na rozwiązaniu tej sprawy do końca i zlikwidowaniu procederu.

- Dziś, z różnych przecieków wiemy już, że te 4 przypadki śmierci to zabójstwa mafii pomidorowej. Ale kto zabił Polaków? Zrobili to polscy kryminaliści, pracujący w obozach jako "caporale"?

- Nie mogę nic powiedzieć, śledztwo prowadzi policja włoska. Powiem jedynie, że byli to zabójcy różnych narodowości.

- Panie konsulu, ja wiem, że to dla pana niewygodne pytanie, ale muszę je zadać -Ambasada Polska jest zadowolona ze współpracy z władzami włoskimi i pomocy, jakich udzieliły tutejsze organy ścigania?

- Oczywiście dochodzenie trwało długo, może zbyt długo - ale sprawa jest trudna i wymagała dużej dokładności. Taką dokładność wykazała policja włoska i dlatego tyle czasu trwało rozpracowywanie szajki. Zreszą współpracowały razem różne policje i to też było trudne. Na inne tematy, niestety nie mogę się wypowiadać, my jako Konsulat nie we wszystko jesteśmy wtajemniczeni.

- Dziękuję za rozmowę.

3. APULIA TO NIE TYLKO POMIDORY

Z Domenico Centrone - Polskim Konsulem Honorowym w Barii,
rozmawiała Agnieszka Zakrzewicz


- Pan jest osobą, której Polacy uwolnieni z obozów pracy, zawdzięczają bardzo wiele. Pan pierwszy ujawnił ohydny proceder "współczesnego niewolnictwa", który odbywa się od lat na Południu Włoch, przy współudziale lokalnej mafii. Sprawa jest stara, ale dopiero teraz wychodzi na światło dzienne. Dlaczego?

- Od długiego czasu obserwuję fenomen emigracji niewolniczej, która koncentruje się w regionie Ascoli Satriano, San Severo, Cervignoli. Tutaj przyjeżdżają Polacy oraz inni emigranci, którzy zostają wykorzystywani do morderczej pracy przy zbiorach rolniczych i przetrzymywani w obozach. Jako konsulat honorowy zajmujemy się od 5 lat Polakami, którzy uciekają stamtąd i zwracają się do nas by uzyskać pożyczkę na powrót do kraju, gdyż zostają bez pieniedzy. Wielokrotnie w przeszłości apelowałem do lokalnego prefekta w Foggii (reprezentant władzy instytucjonalnej, mający zwierzchnictwo nad lokalnymi organami wykonawczymi, także nad policją - przyp. autora), aby zbadał sprawę obozów pracy na tym terenie. Jednak bezskutecznie.

- Ja bym chciała zrozumieć lepiej kilka rzeczy. Tutaj mamy do czynienia z ciężkimi zarzutami: zniewolenie osób, przemoc fizyczna, morderstwa, koluzja z mafią. Jak wynika z zeznań niektórych Polaków - pola na których pracowali, należały do karabinierów (włoska policja wojskowa), którzy mieli niby kontrolować te obozy. To prawda?

- Istnieje takie zeznanie. Czy jest to prawda - sprawdza to DIA w Barii. Jedno jest pewne - po tym, kiedy zebrałem wszystkie zeznania obywateli polskich, którzy uciekli z obozów i trafiły one na stół Włoskiego Departamentu Antymafii w Barii, rok temu sprawą zajął się wreszcie prokurator i doszło do szeroko zakrojonej akcji policyjnej przy współpracy dwóch krajów. Zeznanie jednego z Polaków, że pracował na polu należącym do karabinierów złożyliśmy w komisariacie Gwardii Finansowej w Barii. Być może istnieją powiązania kilku policjantów z mafią, ale nie rzutuje to na całą pracę policji włoskiej - zwłaszcza, że we Włoszech jest duże zaufanie społeczne do korpusu karabinierów. Faktem jest, że od kiedy sprawą zajęła się Antymafia, dochodzenie zaniechane przez prefekta Foggi, ruszyło wreszcie. DIA wraz z ROS (Grupa do Operacji Specjalnych korpusu karabinirów) oraz przy współpracy polskiej policji i Interpolu, wykonała bardzo dobrą pracę przeprowadzając lipcową akcję "Ziemia Obiecana"

- W obozie koncentacyjnym rozbitym 18 lipca 2006 r., tak naprawdę Polacy wykorzystywali i zniewalali innych Polaków. Jakie to robi wrażenie?

- Przyznam szczerze, że byłem załamany tym, co zobaczyłem. Polacy trzymali w niewoli innych Polaków, zmuszali ich do nieludzkiej pracy przez 10-15 godzin dziennie przez trzy miesiące, a potem znikali z pieniędzmi zarobionymi przez tych biedaków, znęcali się nad nimi psychicznie i fizycznie. Niestety problem polega na tym, że w tym obszarze Apulii mieszkają kryminaliści uciekający z Polski. W kilku przypadkach, tak zwani "caporali" (kapo, nadzorca), którzy rządzili w tych obozach byli poszukiwani przez polską policję. Mieli kontakty z Włochami, którzy byli powiązani z prawdziwą mafią. Była to sieć pośredników dobrze zorganizowanych.

- Mamy doczynienia z prawdziwą siatką mafijną Sacra Corona Unita, czy raczej z drobnymi kryminalistami polskimi, którzy byli na usługach lokalnych latyfundystów?

- Gdybyśmy nie mieli do czynienia z prawdziwą mafią, myślę, że sam szef DIA - Piero Grasso nie interesowałby się tą sprawą. Tu nie chodzi o jeden obóz w Orta Nova, tu mamy do czynienia z bardzo wieloma, dobrze zorganizowanymi obozami koncentracyjnymi przymusowej pracy - niewolnicze państwo, w państwie. To jest działalność mafina.

- Ile takich obozów istnieje? Pana zdaniem pracowało w nich około 7 tys. Polaków - to prawda?

- W okresie robót sezonowych, w tych obozach pracuje ok. 7 tys. Polaków i niecały tysiąc jest zareiestrowany jako pracownicy legalni. W okolicach Fogii takich obozów są setki.

- Ilu Polaków pana zdaniem zostało zamordowanych w tych obozach?

- Pewność jaką mam, że zostały ponownie otworzone dwa przypadki dochodzeń w sprawie zgonów obywateli polskich, które wcześniej zostały zakwalifikowane jako śmierć naturalna. Dojdzie do reasumacji i powtórnej autopsji 8 innych zwłok.

- Pana zdaniem, całkowicie spalpne zwłoki jednego z Polaków, z paszportem na szyji - to był wypadek, bo człowiek zasnął, gdy rolnicy palili trawę - tak jak to stwierdziła po raz pierwszy policja?

- Trudno, żeby zwłoki się spaliły, a paszport był nienaruszony przez ogień.

- Czy zostały znalezine jakieś zwłoki z odciętą głową? Czy to dziennikarska plotka?

- Tak. Jest to jednak okryte tajemnicą policyjną.
Dla nas, dowiedzieć się jak zginęły te wszystkie osoby, z listy sporządzonej przez konsulat - jet sprawą najważniejszą. Od 5 lat próbujemy zaalarmowć wszystkich, że istnieje poważny fenomen przestępczy. Dopiero teraz udało nam się uzyskać jakieś pozytywne skutki i ściągnąć na siebie uwagę mediów.

- Ile osób z listy 119 Polaków zaginionych we Włoszech, opublikowanej przez policję, mogło zniknąć w obozach pracy koło Foggii. (Znalazło się już 35 osób z tej listy).

- Nie wiemy. Dla mnie faktem niepokojącym jest to, że z niecałej 100 Polaków zaginionych w okresie ostatnich 4 lat, aż 15 osób umarło koło Foggi.

- Penie Centrone, to pan pokazał naszemu ambasadorowi Michałowi Radlickiemu obozy koncentracyjne w Apulii?

- Ambasador jeździł ze mną chętnie. Bardzo się zajął sprawą, Udało mu się wywrzeć olbrzymie presje polityczne w Rzymie, doprowadził do incydentu dyplomatycznego, gdy prefekt Foggi - Fabio Costantini, nie chciał słuchać ani mnie, ani jego. Zwrócił się bezpośrednio do dowództwa karabinierów, interweniował u misnistra i we włoskim MSZ-cie.

- Jest pan konsulem honorowym, który robi bardzo wiele dla Polski i dla Polaków.

- Od 1991 pełnię tę funkcję. Mieszkałem i pracowałem w Polsce, która mi dała bardzo wiele. Cieszę, się że pomagam. Niestety sytuacja tutaj jest dramatyczna. Pod koniec tego lata, prawie 10-15 osób dziennie przychodzi prosić nas o pomoc. Dziś przyszedł mody chłopak strasznie pobity, z okropnymi sińcami na twrzy, uciekł właśnie z okolic Foggi.

- Dziękuję za rozmowę.

4. POLACY MAJĄ TAKIE SAME PRAWA JAK WŁOSI

Z Jerzym Adamczykiem - Kierownikiem Wydziału Konsularnego Ambasady RP
w Rzymie, rozmawiała Agnieszka Zakrzewicz


- Na początku września, nowy lewicowy rząd Romana Prodiego dokonał liberalizacji przepisu o prawie do pracy dla Polaków, zmieniając dekret prawicowego rządu Silvia Berlusconiego, przewidujący zakaz pracy dla naszych obywateli aż do 2009 roku. Dodatkowo, minister spraw wewnętrznych - Giugliano Amato, pracuje nad zmianą restrykcyjnej ustawy o emigracji i chce dać tzw. "permesso di soggiorno" (prawo do pobytu na terenie Włoch), ofiarom niewolniczej pracy na farmach pomidorowych. Co to daje Polakom?

- Pierwsza kwestia dotyczy legalności pracy Polaków na terenie Włoch, czyli legalności pracy obywateli państawa unijnego na terenie innego państwa unijnego. Władze włoskie zareagowały bardzo szybko, skracając tzw. termin przejściowy - jest to pozytywne. Nie istnieje więc już problem pracy nielegalnej Polaków. Polak może pracować we Włoszech bez ograniczeń, powinien podpisywać umowę o pracę, ma takie same prawa jak obywatel włoski. W związku z tym, że obywatel polski jest traktowany na równi z obywatelem włoskim - nie potrzebuje już pozwolenia na pobyt. Może przebywać we Włoszech i podejmować pracę legitymując się dowodem polskim.

- Czego Polacy poszkodowani w ramach niewolniczej pracy na farmach pomidorowych mogą domagać się od pracodawców włoskich? Prawo pracownicze we Włoszech jest bardzo dobre i chroni pracowników. Czy Polacy nie powinni zorganizować się i rozpocząć zbiorowy proces o uzyskanie wszystkich należności finansowych od latyfundystów włoskich, przez których zostali wykorzystani?

- Jest to możliwe. Rolnicze związki zawodowe, działające na terenie Apulii są bardzo silne. Te związki zawodowe były przez nas informowane o sytuacji Polaków - znają więc problem. Tak, takie procesy przeciwko pracodawcom i właścicielom farm mogą mieć miejsce. Istnieją pewne trudności związane z sytuacją poprzednią, gdy byli oni pracownikami nielegalnymi, zartudnionymi na czarno bez żadnej reiestracji.


- Prawo włoskie, w przeciwieństwie do polskiego prawa pracowniczego, traktuje na równi pracowników legalnych i nielegalnych. To pracodawca ponosi konsekwencje tego, że nie zareiestrował legalnie swojego pracownika i są to poważne konsekwencje. Jeżeli polska sprzątaczka zatrudniona nielegalnie zgłasza się do adwokata, związków zawodowych i do Inspektoratu Pracy - na drodze sądowej może uzyskać wszystkie świadczenia finansowe, jakich nie dostała, a pracodawca jest zmuszony do zapłacaenia za nią zaległych podatków oraz składki emerytalnej i ubezpieczenia zdrowotnego.

- Tak. Istnieje jednak pewna trudność - trudno udowodnić, że się pracowało na farmach pomidorowych. Na ten temat powinni jednak wypowiedzieć się włoscy adwokaci wyspecjalizowani w prawie pracy - co należy się Polakom zatrudnionym na niejasnych warunkach? Nie byli oni nigdzie zareiestrowani, nie ma żadnego potwierdzenia, że ktokolwiek z nich pracował, gdzie i u kogo. Dodatkowo pośrednikami w znalezieniu tej pracy byli Polacy i angażowali pracowników na terenie Polski. Tu rzeczywiście trzeba znaleźć dobrego adwokata zajmującego się prawem pracy.

- Dziękuję za rozmowę. Spróbujemy postawić to pytanie włoskiemu adwokatowi.

5. CO NALEŻY SIĘ POLAKOM , KTÓRZY PRACOWALI PRZY POMIDORACH

Z Marią Stella - włoskim adwokatem zajmującym się prawem pracy,
rozmawiała w Rzymie Agnieszka Zakrzewicz


Maria Stella jest włoskim adwokatem specjalizującym się w prawie pracy. Od 1989 roku zajmowała się rożnymi sprawami emigrantów polskich, a od 1998 współpracowała z włoskim stowarzyszeniem Przyjaciele Polski. Odbyła blisko 100 procesów wytoczonych przez emigrantów polskich przeciwko swoim pracodawcom, przez których zostali poszkodowani.

- Chciałabym, abyśmy wyjaśnili znaczenie włoskiego słowa "caporalato", Kto to jest "caporale" we Włoszech?

- We Włoszech, w rolnictwe i budownictwie "caporalato" istaniało od zawsze. "Caporale" to pośrednik pracy i nadzorca pracowników. Latyfundysta lub przedsiębiorca budowlany, wybiera sobie człowieka, który pracuje dla niego i załatwia mu ręce do pracy po jak najniższej cenie. "Caporale" ma prawo wybierać sobie pracowników i bardzo często pobiera od nich haracz za to, że mogą pracować. Ten proceder jest we Włoszech przestępstwem penalnym, tak samo jak nielegalne pośrednictow pracy i sprzedaz pracy. Choć jest ścigany i karany od lat 70-tych, bo za handel pracą grozi więzienie, jest nadal uprawiany nielegalnie. Ponieważ to ryzykowne, dziś we Włoszech "caporalami" są emigranci.

- Przypuśćmy, że jestem Polakiem, który przez trzy miesiące pracował na farmie pomidorowej niedaleko Foggi, po 15 godzin dziennie, na czarno, bez żadnego kontraktu, moja płaca została zaniżona, dodatkowo na koniec nie otrzymałem zapłaty. Co ja moge zrobić i co mi się należy?

- Wy Polacy jesteście uprzywiliejowni w stosunku do innych emigrantów nielegalnych, pracujących na farmach. Wy macie takie same prawa jak Włosi. Możecie wytoczyć pracodawcy sprawę i na drodze sądowej otrzymać wszystko, co wam się należy - pełne wynagrodzenie, nadgodziny, ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne zgodnie ze stawkami obowiązującymi w tym zawodzie, nawet jeżeli praca odbywała się na czarno i bez żadnej umowy.

- Jak to należy zrobić?

- Polak musi udać się do adwokata, lub związków zawodowych i zlożyć donos, że jego pracodawca nie zapłacił mu lub zapłacił zbyt mało. Adwokat podaje do sądu pracodawcę i sędzia ustala rozprawę, na której pracownik musi mieć przynajmniej trzech świadków, którzy poświadczą, że on naprawde pracował i w jakim czasie. Pracodawca zwykle przegrywa taki proces i jest zmuszony do uregulowania wszystkich płatności w stosunku do pracownika oraz do zapłacenia za niego podadku i kary.

- Czy Polacy, którzy pracowali na czarno na farmach pomidorowych, wykonując pracę sezonową i byli zatrudniani już w Polsce przez Polaków - mają prawo do świadczeń finansowych we Włoszech.

- Tak samo, jak osoby zatrudnione na stałę - ich świadczenia liczy się oczywiście inaczej, ale przysługują im pełne prawa pracownicze, nawet bez żadnego kontraktu. Ponadto jakiekolwiek prywatne pośrednictwo pracy lub sprzedaż tej pracy jest przestępstwem we Włoszech. Polacy, którzy pośredniczą w załatwianiu jakiejkolwiek pracy na terenie Włoch i biorą za to pieniądze ? popełniają przestępstwo, za które będą ścigani przez włoskie organy policji. Polacy, którzy pracowali sezonowo we Włoszech, na farmach pomidorowych i nie otrzymali należytego wynagrodzenia, jakie przysługiwałoby Włochom, mogą spróbować dochodzić zapłaty pensji na drodze sądowej - organizując się na przykład w grupy.
W ostatnich latach bardzo wielu Polaków wytoczyło sprawy swoim włoskim pracodawcom - robią to przede wszystkim kobiety pracujące przy starszych, dziewczyny sprzątające na godziny, muratorzy, piekarze itp. Są to jednak polscy emigrancji pracujący w dużych miastach. Niestety w rolnictwie i budownictwie proceder niewolniczego wykorzystywania emigrantów jest nadal powszechny. Takie rzeczy zdarzają się nie tylko w Apulii, także na Sycylii w Lacjo.

- Polacy nie znają jednak swoich praw.

- Niestety to jest dramat emigracji, która nie wyszła jeszcze z obsesji nielegalności. Teraz prowadzę sprawę Polaka, który po latach został zwolniony z przedsiębiorswa przewozowego, gdzie pracował jako stróż, bo jest chory na serce. We Włoszech istnieje art 18., o który włoski świat pracy walczył zaciekle. Nie pozwala on, na zwalnianie ludzi z firm mających ponad 15 pracowników. Temu Polakowi przysługują wszystkie świadczenia i ma prawo zostać przywrócony do pracy, lub jako odprawę otrzymać 18 wypłat miesięcznych. Polacy, którzy zrozumieli, jak funkcjonuje włoskie prawo pracy, są bardzo zadowoleni. Często śmieją się, że za pracę dostają pieniądze we Włoszech dwa razy - kiedy pracują i kiedy odchodzą z pracy.

- Dziekuję za rozmowę.

Wywiady przeprowadziła Agnieszka Zakrzewicz
więcej na stronie autorki www.bezgranic.net.pl
Strona serwisu informacyjnego Inforoma www.inforoma.info