|
|
||||||||||||||
| Dominika Pszczółkowska |
źródło: www.gazeta.pl
|
||||||||
|
|
|||||||||
|
Bezdomni Polacy żyją nie tylko na ulicach Londynu, lecz także Dublina, Paryża, Rzymu i innych europejskich miast
|
||||||
|
Polski MSZ postanowił dofinansować pomagające im zagraniczne organizacje
- Jedni jadą w ciemno, bez kontaktów, języka, pieniędzy na start. Szybko trafiają na ulice. Inni to ofiary nieuczciwych pracodawców lub pośredników. Jeszcze inni znaleźli się na ulicy, bo stracili pracę, zanim zdobyli prawo do zasiłku - wylicza Ewa Sadowska. - Są wreszcie i ci, którzy już w Polsce nie mieli dachu nad głową. Tych jest jednak najmniej - mówi. Sadowska działa w poznańskiej fundacji Barka, która pomaga polskim bezdomnym w Londynie. To właśnie Barka, która po raz pierwszy pojechała do Londynu w sierpniu, zaalarmowała w sprawie bezdomnych Polaków za granicą polską opinię publiczną i MSZ. Inaczej niż wiele brytyjskich organizacji już pomagających naszym rodakom, zamiast rozdawać jedzenie czy koce, Barka zamierza stworzyć w Londynie, Rzymie, Paryżu i Dublinie ośrodki integracji społecznej dla Polaków - coś w rodzaju szkoły, gdzie uczyć się będą, jak żyć w społeczeństwie, jak zdobyć pracę, numer ubezpieczenia społecznego, jak nie dać się oszukać nieuczciwemu pracodawcy. Te działania postanowiło wesprzeć finansowo Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Departament konsularny zapytał polskie konsulaty, czy na podległym im terenie żyją bezdomni Polacy i czy jest to problem społeczny. Odpowiedzi twierdzące przyszły z Londynu (w Anglii i Walii jest 2-3 tys. polskich bezdomnych), Dublina (ok. 300 bezdomnych), Edynburga, Paryża (2 do 6 tys.) i Rzymu (4-5 tys.). - To bardzo szacunkowe dane. Traktujemy je jako informację, że bezdomni stanowią problem - mówi Joanna Kozińska-Frybes, wicedyrektor departamentu konsularnego i Polonii MSZ. Ministerstwo chce więc dofinansować zagraniczne organizacje, które pomagają Polakom. - Poprosiliśmy konsulaty, by wytypowały organizacje mające projekty, które pomogą ludziom wyjść z bezdomności: powrócić pod stały dach, do pracy i docelowo do Polski - mówi Kozińska-Frybes. Konsulaty w Paryżu, Rzymie, Londynie, Dublinie i Edynburgu otrzymały już w sumie kilkadziesiąt tysięcy euro. MSZ pomaga, ale obawia się, by pomoc nie sprawiła, że polscy bezdomni będą częściej niż dziś wyprowadzać się za granicę. Do takich przypadków dochodzi np. we Włoszech. - Tutaj polscy bezdomni to raczej osoby, które wybrały bezdomność w cieplejszym klimacie. To kwestia wyboru spowodowanego w dużej mierze przez alkohol - mówi radca Jerzy Adamczyk z konsulatu w Rzymie. Podobnie jest we Francji. - Niektórym faktycznie nie udało się z pracą, inni przyjechali, bo słyszeli, że Francja ma rozbudowany system pomocy socjalnej. Potem stracili prawo do tej pomocy i znaleźli się na ulicy - uważa konsul Jarosław Chorak z Paryża. - Nie można pozwolić, by Polska przekazyła pieniądze za granicę, bo ktoś wybrał bezdomność nad Sekwaną, podczas gdy wiele osób w Polsce żyje w bardzo trudnej sytuacji, bez dachu nad głową i tej opieki nie otrzymuje - mówi Kozińska-Frybes. Trudną kwestią jest finansowanie powrotów bezdomnych do domu. MSZ udziela pożyczek na powrót osobom okradzionym lub tym, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej. 250 bezdomnych odesłała na swój koszt do Polski jedna z dzielnic Londynu, Westminster. Część po kilku tygodniach wróciła na Wyspy. - Niektórzy mogą zacząć traktować to jako bezpłatny transport, gdy skończą im się pieniądze - mówi Ewa Sadowska z Barki. Wielu polskich bezdomnych nie chce bądź nie ma dokąd wrócić. - Wyjechali, by odnieść sukces i wrócić z oszczędnościami. Więc jak tu przyznać się, że żyli na ulicy i chodzili na darmową zupę? - tłumaczy Sadowska. Niektórzy odmawiają nawet zamieszkania w ośrodkach pomocy. Tak było m.in. z "Zibim", 60-letnim Polakiem, który przed świętami zmarł, prawdopodobnie z zimna, na schodach kościoła w Rzymie. Według "Corriere della Sera", mężczyzna kiedyś był nauczycielem filozofii w liceum na Śląsku. 15 lat temu w wypadku samochodowym zginęły jego żona i dwie córki. Wtedy rozpoczął tułaczkę po Europie. Od co najmniej 12 lat mieszkał na ulicach włoskich miast. - Źle mówił po włosku, ale gdy nie był pijany, wszystko rozumiał. Powtarzał imię swojej żony i znów zaczynał pić - powiedział "Corriere" mężczyzna, który donosił mu jedzenie. Irlandzki dziennik "Irish Independent" opisał w środę dublińskie schronisko ojców kapucynów, w którym na początku roku blisko połowa podopiecznych pochodziła z Polski. - W miarę, jak znajdowali pracę, ich liczba się zmniejszała - powiedział gazecie ojciec Kevin Crowley, założyciel schroniska. Ostatnio coraz więcej Polaków przekazuje pieniądze na schronisko. - Gdy przyjechali, nie mieli pracy, pieniędzy i potrzebowali nas. Teraz pracują i z wdzięczności dają nam hojne datki - powiedział duchowny. |
||||||
|
Dominika Pszczółkowska
|
||||||
![]() |
||||||
|
źródło: www.gazeta.pl
|
||||||
|
Dodaj komentarz na forum
lub załóż nowy temat |
||||||
|
|
|||||||
|
Strona serwisu informacyjnego Inforoma www.inforoma.info
|
|||||||